Bóg oczekuje naszej aprobaty dla swojego pozytywnego programu zbawienia rodziny ludzkiej, bo wszystkie narody uczynił On zdolnymi do uleczenia. W tej prawdzie — poprzez nadzieję drogi — nieustannie utrzymuje nas Kościół święty. Nasza droga podobna jest do wspinaczki górskiej. Idziemy w trudzie i mozole, wśród kamieni i skał, do przełęczy, na szczyt jak Chrystus z krzyżem na Kalwarię. Ale gdy staniemy na przełęczy, u szczytu, już nie pamiętamy trudów wspinaczki, bo oto przed nami nowe widoki, nowe obrazy, piękno nowych światów. Nie czujemy już ciężaru krzyża.
Gdy Chrystus zawisnął na krzyżu twarzą ku zachodowi, widział nową rzeczywistość, którą odsłaniał przed rodziną ludzką. Ukazał ją w krótkich zdaniach. Dla znużonego wędrowcy miał słowo pocieszenia: „Dziś ze Mną będziesz w raju” (Łk 23,43); dla całej rodziny ludzkiej słowa przebaczenia: „Ojcze, odpuść im, bo nie wiedzą, co czynią” (Łk 23,34); dla swoich przyjaciół miał w testamencie pociechę: „Oto syn twój”. „Oto Matka twoja” (J 19,27). A dla całego dzieła, jakie podjął, miał adres, który uwalniał z niepewnych dróg: „W ręce Twoje, Ojcze, oddaję ducha mojego” (Łk 23,46).
Zdawałoby się, że na Kalwarii wszystko się skończyło. A jednak — nie. Przed rodziną ludzką stanęło nowe zadanie — wykonać program Chrystusa, wypełnić Jego testament.
BOŻY PROGRAM „TAK”: „DZIŚ ZE MNĄ BĘDZIESZ W RAJU”
Gdy wspinamy się na szczyty poprzez skaliste rumowiska, może nam się niekiedy wydawać: Po co ten wysiłek, po co to wszystko? Po to, aby zobaczyć nowe widoki, nowe horyzonty. Gdy rodzina ludzka pracowicie przebija się przez rzeczywistość dnia, przez udręki lat i wieków, przez niedolę osobistą i społeczną, mogłaby powiedzieć, jak czytamy dzisiaj w Introicie mszalnym: „Otoczyły mnie męki śmierci, groza piekła przede mną” (Ps 17,5). Jakże często w doświadczeniach codzienności widzimy zmagania się ludzi o inne, lepsze życie, o doskonalszy ustrój, godniejszą formę współżycia społecznego. Ludzie owładnięci mirażem czegoś co lepsze, dopuszczają się niekiedy wielkich zbrodni, usprawiedliwiając je tym właśnie programem. Ich zdaniem — skoro cel jest dobry, godziwe są wszystkie środki, zmierzające do osiągnięcia go, jakby cel je uświęcał. Izrael i Synagoga też miały swój program: zachować własny świat, swoje środowisko, choćby za cenę krzyża dla Tego, który nazwał się Synem Bożym i przeszedł przez ziemię, dobrze czyniąc. W straszliwej walce mocarzy ciemności bardzo często zanika rozróżnienie między tym co dobre, a tym co złe, co godziwe, a co niegodziwe. Uznaje się za właściwe wszystkie środki, które prowadzą do celu, choćby za cenę ciężkich ofiar. W dziejach rodziny ludzkiej były okresy tak ciemne, że zdawało się, iż nie ma już takich świateł, które zdolne byłyby ukazać ludziom inne, lepsze drogi. Wydawało się, że nie ma wyjścia, że musi istnieć równocześnie „tak” i „nie”. A przecież jak mówi święty Paweł w liście do Koryntian: «Syn Boży, Chrystus Jezus, Ten, którego głosiłem wam ja… — nie był «tak» i «nie», lecz dokonało się w Nim «tak»” (2 Kor 1,19).
Święci się w dziejach rodziny ludzkiej rocznice potwornych zdarzeń, które były właściwie „nie”. Wystarczy wspomnieć tak zwaną wielką rewolucję francuską czy okrutną rewolucję komunistyczną. Wystarczy wspomnieć wszystkie następstwa tego pomieszania „tak” i „nie”, zagubienie nadziei na «tak», którym jest Syn Boży, Jezus Chrystus. Gdy zabraknie Jego „tak”, nie ma już nic poza „nie”: „Albowiem ile tylko obietnic Bożych, wszystkie są w Nim «tak». Dlatego przez Niego wypowiada się nasze «Amen» Bogu na chwałę” (2 Kor 1,20-21).
Proroctwo Izajasza przypomina ostrzeżenia Pana: „Nie wspominajcie wydarzeń minionych, nie roztrząsajcie w myśli dawnych rzeczy. Oto Ja dokonuję rzeczy nowej: pojawia się właśnie. Czyż jej nie poznajecie? Otworzę też drogę na pustynię, ścieżyny na pustkowiu. Lud ten, który sobie utworzyłem, opowiadać będzie moją chwałę» (Iz 43,18-19). W Izajaszowej wizji widzimy późniejsze Pawłowe zapewnienie: „Albowiem ile tylko obietnic Bożych, wszystkie są w Nim «tak»”.
Historycy z upodobaniem zagłębiają się w przeszłość w przekonaniu, że jest ona nauczycielką życia — magistra vitæ. I na pewno ma to ogromne znaczenie wychowawcze. Nie można jednak zamknąć się w przeszłości i życia swojego utopić w foliałach archiwów, bo każdy człowiek, niezależnie od tego co czyni, ma przed sobą Boży program: „Albowiem ile tylko obietnic Bożych, wszystkie są w Nim «tak»”. Do człowieka należy patrzeć ku przyszłości tak, jak Chrystus z krzyża na Kalwarii patrzył ku zachodowi. Z rumowisk Palestyny przeniósł się Jego Kościół na gruzy Romy, aby zamienić pogańską stolicę i krainę barbarzyńców na Romę chrześcijańską, na krainę mlekiem i miodem Bożych mocy płynącą. Dlatego chrześcijaństwo umocniło się na zachodzie Europy. A przecież to nie koniec jego zasięgu i oddziaływania.
Widzieliśmy jak odważnie Jan Paweł II pojechał na San Domingo i do Meksyku, aby rozmawiać z biskupami Ameryki Środkowej i Południowej, gdzie jest tyle pomieszania „tak” i „nie”. Pojechał, aby im powiedzieć: „Bracia… ile tylko obietnic Bożych, wszystkie są w Nim «tak»”.
My w naszej „rzeczywistości”, którą widzimy cząstkowo, też odbieramy wrażenie, że wszystko się nam pomieszało: i „tak”, i „nie”. Może nawet bardziej hołdujemy trwożliwemu «nie», aby jakoś się przechować, przetrwać, aniżeli Chrystusowemu „tak”, które jest Drogą.
Chrystus, patrzący ze szczytu Kalwarii ku Morzu Śródziemnemu, ku krajom podbitym przez pogańską Romę, nie powiedział im — „nie”, ale wskazał program — „tak”: „Tym zaś, który umacnia nas wespół z wami w Chrystusie — mówi apostoł Koryntianom — i który nas namaścił, jest Bóg. On też wycisnął na nas pieczęć i zostawił zadatek Ducha w sercach naszych” (2 Kor 1,21-22). Ten zadatek Ducha istot rozumnych, uświęconych w wodach Chrztu, każe nam wierzyć i działać.
Jeżeli więc brak dojścia do Jezusa przez drzwi, z powodu tłumu, trzeba wejść przez dach, rozebrać powałę — jak to jest w domach palestyńskich — i tamtędy wnieść «paralityka», aby Chrystus przekonał się o naszej wierze. Bo „widząc ich wiarę, rzekł do paralityka: Synu, odpuszczają ci się twoje grzechy” (Mk 2,1). Może przyjść później spór, jak nieraz lubimy to czynić: Czemu On tak mówił? On bluźni. Któż może odpuszczać grzechy, jeśli nie Bóg sam jeden? Można dyskutować, dialogować, można uprawiać „politykę stu kwiatów”, czegokolwiek. Ale dla nas, którzy wierzymy w imię Jezusa Chrystusa, najważniejsze pozostaje jedno: „Ile tylko obietnic Bożych, wszystkie są w Nim «tak»”. Tak się bowiem podobało Tobie, Ojcze — mówił Chrystus do Ojca Niebieskiego. Podobało się, aby na ziemi istniała zawsze gromadka, choćby kilku rybaków, którzy wśród gruzowisk świata, gdy zda się nie ma już ratunku, powiedzą, że nie wszystko przepadło, nie wszystko zginęło, bo nie tylko narody, ale i ludzi uczynił Bóg uleczalnymi.
Każdy z nas przez jedno „tak” może wybronić się przed tysiącznymi «nie», które pogrążają nas w zwątpieniu i beznadziejności. Wystarczy jedno „tak”: „Panie, pomnij na mnie, gdy przyjdziesz do Królestwa Twego” — mówił człowiek, zda się już przegrany, skazany na krzyż. Ówczesna społeczność wyrzekła się go, nazwała łotrem. Nikt jednak nie przewidział w jakim towarzystwie znajdzie się on na Kalwarii, nikt nie przypuszczał, że tam spotka Człowieka, który ma swój raj i swoje Królestwo. I oto właśnie teraz umacnia je przez krzyż, idąc do chwały.
Chrystus, przemawiając do łotra na Kalwarii, ustanowił prawo nadziei dla ludzi, którym się w życiu nie powiodło. „Panie, wspomnij na mnie”, mówi łotr. I słyszy odpowiedź: „Dziś jeszcze — dziś, za parę godzin —będziesz ze Mną w raju”. A więc jest rozwiązanie dla ludzi przegranych, zwątpiałych, odrzuconych poza burtę tak zwanego „porządnego świata”, świata faryzeuszów i doktorów zakonnych, którzy ich obydwu — i Chrystusa, i łotra — skazali na zagładę, na śmierć. Wyrzekli się ich jako istot beznadziejnych, przekreślonych, niegodnych miejsca w społeczności.
Na Kalwarii spotkało się dwóch ludzi: Jeden, który mówił Ojcu „tak”, Abba Pater, i drugi, który nie znał tej mowy, ale wiedziony naturalnym odczuciem sytuacji, czuł, że Ten, który wisi przy nim na krzyżu, nie jest Człowiekiem przegranym, że można uważać Go za instancję dla nowych czasów, nowych możliwości, rozwiązań i programów. „Wspomnij na mnie…”. Jest w tych słowach wiara i nadzieja. Tej skromnej, jak dogasający kaganek, nadziei, odpowiada Miłość: „Dziś ze Mną będziesz w raju”.
Na szczycie Kalwarii spotkały się nowe moce. Tam się ujawniły, pozostały jako prawzór i nadal nieustannie działają w dziejach rodziny ludzkiej. Chociażby otaczały nas „boleści śmierci i groza piekieł” pamiętajmy, że zawsze na Kalwarii ludzkości spotyka się Bóg i łotr. A dla łotrów, dla których rodzina ludzka nie ma już leków, On jest Lekarzem: „Odpuszczają się grzechy twoje” – „Dziś ze Mną będziesz w raju”. Jest więc raj, jest nowe życie. Warto się wspinać po zboczach kamienistej drogi ku przełęczy, aby ujrzeć nowe możliwości.
DLA WSZYSTKICH JEST BOŻE „TAK”: „OJCZE, ODPUŚĆ IM, BO NIE WIEDZĄ, CO CZYNIĄ”
A ta reszta, która tworzy rumowiska, przelewa krew, wyciska łzy, ta która wszystkim mówi: „nie” i „nie”; ta reszta nie znająca prawa miłości; ta „Synagoga” przemądrzałych faryzeuszów i doktorów zakonnych, których świat jest pełny? Cóż z nimi? Czy ich już trzeba zaliczyć na straty? Tak czynią ludzie i dlatego wyniszczają jedni drugich. Rewolucja zawsze okrywa ziemię cmentarzyskiem trupów, z których ona już zrezygnowała. To nie jest dla niej tworzywo i budulec innych, lepszych czasów. Cóż więc jest dla nich, dla tej zda się przepadłej reszty? Mądrość Boża mówi: „Uczynił Bóg narody uleczalnymi”, a więc i ich da się jakoś uratować.
Można zacząć od generalnej „amnestii”: „Ojcze, odpuść im, bo nie wiedzą, co czynią”. Ale w tej amnestii dla ludzi przepadłych, zatrwożonych o utrzymanie swojej władzy, której bronią za wszelką cenę, nawet dla nich jeszcze jest jakieś Boże „tak”. Ostatecznie — to są ludzie! A więc mają prawo do miłości: „Odpuść im, bo nie wiedzą naprawdę, co czynią”. Bóg troszczy się o wszystkich — i o tych, co zginęli w Rotundzie PKO i o tych na dalekiej Syberii, w Iranie, w Libii czy gdziekolwiek. To są przecież ludzie, największe skarby Boga!
Jest jeszcze nadzieja nawet dla najgorszych, dla przegranych, dla tych, którzy wybrali złe drogi, którzy uświęcili najbardziej niegodziwe środki, aby utrzymać się przy swoim programie. Bóg z nich jeszcze nie rezygnuje, bo Odkupienie jest integralne, a więc dla każdego człowieka najbardziej niegodziwego, chociażbyśmy musieli mu przebaczać wszystkie jego niegodziwości — nie siedem, ale siedemdziesiąt siedem razy. To jednak są dzieci Boże! Choćby obwiesili sobie płaszcz wyrokami, jak słynny polski magnat, to jeszcze dla każdego z nich Bóg ma swoje „tak”: „Odpuszczają ci się grzechy”.
Niekiedy ludzie sprawiedliwi nie mogą tego pojąć: jak to może być, aby takim łotrom przebaczać? Ale człowiek jest tak wielki w myśli i planie Bożym, że chociażby sczerniał od piekielnych mąk i zbrodni, jeszcze jest w nim jakaś cząstka z obrazu i podobieństwa Stwórcy, który go sobie wymyślił i postanowił ratować, jak łotra na krzyżu i Magdalenę pod krzyżem.
Mając taki program, pełen nadziei, zawsze mamy obowiązek podjąć go i powiedzieć: „Tak, Ojcze, bo tak się Tobie podobało”. A więc w drogę za Tobą!
NASZĄ NADZIEJĄ MARYJA: „SYNU, OTO MATKA TWOJA”
Chrystus chce wzmocnić naszą nadzieję. On wie, że po Jego śmierci przyjdzie moment ciemności. Gdy On zamknie oczy, słońce się zaćmi, księżyc nie da światłości i pogasną wszystkie nadzieje. Nawet wśród Apostołów, trwożliwie kryjących się w załomach Góry Kalwaryjskiej, nie ma już odrobiny nadziei, bo największa Nadzieja — zawiodła. Chrystus zna się na ludziach, wie, czego im potrzeba. Dlatego na moment trudny, przełomowy, jak gdyby pod samym szczytem, gdy spod nóg umyka nam kamień wszelkiego budowania —kamień, na którym można się było jeszcze oprzeć i wyjść na szczyt — Chrystus pozostawił nam pomoc.
Spojrzenie w dół: ktoś tam jest, ktoś stoi spokojnie, bez trwogi i łez, świadom swego programu pozytywnego. Ita, Pater – „tak”, „tak” i wiecznie „tak”: „Oto ja Służebnica Pańska…”. Nie potrzeba powtarzać więcej. Raz to zostało powiedziane w Nazaret i musi wystarczyć także na moment trudny na Kalwarii.
Jest więc nadzieja, bo pod krzyżem pozostała Ona, Matka Chrystusa i umiłowany uczeń — Jan, stanowiący jak gdyby symbol całej rodziny ludzkiej, przedstawiciel miliardów ludzi. „Oto syn twój” słyszy Maryja z ust umierającego Chrystusa. Wprawdzie ciemno, ale przecież o Niej powiedziano: „Niewiasta obleczona w Słońce”; „Oto Matka twoja”. Z Jej pomocą ratuj siebie, ratuj rodzinę ludzką, gdyż błogosławiony Owoc żywota tej Niewiasty starł głowę węża, chociaż podstępny nieprzyjaciel ludzkości gwoździami zmiażdżył stopę Odkupiciela, przybijając ją do krzyża.
Stoi pod krzyżem Matka Boga Człowieka, ta która jest „życiem, słodyczą i nadzieją naszą”. Taką jest dla świata, taką jest dla naszego narodu na przestrzeni jego trudnych dziejów. To Ona „dana jest ku obronie narodu polskiego”, zwłaszcza w ostatnich sześciu wiekach jako Pani Jasnogórska, którą chcemy uczcić specjalnym Jubileuszem. Dana jest ku obronie naszych rodzin, które teraz umacnia w szczególny sposób poprzez nawiedzenie Jej obrazu i świętej księgi Ewangelii.
Niech sobie „Synagoga” wymyśla mądrzejsze programy i środki, jeśli je ma. My mamy ten program, który mówi „tak” Synowi i Matce. To Ona jest nadzieją świata. Nawet wtedy, gdy „zamknął słodką Jezus mowę”, gdy ciemności ogarnęły ziemię, u stóp krzyża spokojnie stała ta Niewiasta, wolą Boga obleczona w słońce, chociaż jego blasku nie widzieli faryzeusze i doktorowie zakonni. Ona, Ucieczka grzeszników, też słyszała „amnestię”, którą Chrystus ogłosił z krzyża łotrowi i ludzkości: „Dziś ze Mną będziesz w raju”; „Ojcze, odpuść im, bo nie wiedzą, co czynią”.
Dzisiaj cała Polska przekonuje się, że aby mocno wierzyć Chrystusowi i Kościołowi, trzeba wierzyć, że jest Matka życia, która pozostała obecna w misterium Chrystusa i Kościoła. Trzeba zaufać tej pokornej — niedocenionej przez mędrców — Niewieście.
Ona już wie z Testamentu swego Syna, że ma być szczególną Pomocnicą Boga Człowieka w misterium Chrystusa i Kościoła. Ogląda się więc za swoimi współpracownikami. Otoczona gromadką „niewiast galilejskich”, które są jak gdyby Jej siłą obronną na ziemi — trwa. Przeszła przez ciężką walkę ze smokiem. Widział tę walkę Jan w Apokalipsie. Szatan, by zgładzić Owoc Jej życia, Jej Synka, zrzucił jedną trzecią gwiazd z przestrzeni niebieskich na ziemię, ale nie zdołał dopełnić dzieła zniszczenia.
Dzisiaj tyle się mówi o magazynach broni na świecie. Oblicza się, że gdyby były uruchomione wszystkie nagromadzone energie, zdołałyby rozwalić kulę ziemską w proch. Ale Pan umocnił ziemię i nie będzie poruszona. Do Niego należy, a nie do mocarzy, zbrojących się jedni przeciwko drugim i osłaniających swoje niecne zamiary fikcyjnymi traktatami międzynarodowych układów rozbrojeniowych.
Co by się stało, gdyby Bóg nie powiedział swojego „tak” tu, na tej ziemi, gdyby nas nie pouczył, że nie ma równocześnie „tak” i „nie”, bo Syn Boży, Jezus Chrystus nie był „tak” i „nie”, lecz dokonało się w Nim „tak”? Dlatego do nas należy za Nim powtarzać: „tak”. Podobnie jak powiedziała „tak” Matka Chrystusowa, Królowa Nieba i Ziemi, stojąc spokojnie pod krzyżem, aż wypełni się wszystko, co miał wycierpieć Chrystus, odpowiadając Ojcu swoje „tak”.
POCIECHA ZATRWOŻONEJ LUDZKOŚCI: „OJCZE, W RĘCE TWOJE…”
Pozostaje jeszcze jeden element programu z Krzyża: „Ojcze, w ręce Twoje oddaję ducha mojego”. W tych słowach Syn Człowieczy ukazał swój program istnienia zatrwożonej rodzinie ludzkiej, która urnie tylko historycznie i histerycznie powtarzać: „Otoczyły mnie męki śmierci, groza piekieł przede mną…”. Jakbyśmy zapomnieli, że przecież jest Bóg, który wycisnął na nas pieczęć i zostawił zadatek Ducha w sercach naszych. Dlatego i człowiek, i naród jest uleczalny, bo wszyscy nosimy w sobie zadatek Ducha. „Tym zaś, który umacnia nas wespół z wami w Chrystusie i który namaścił nas, jest Bóg. On też wycisnął na nas pieczęć i zostawił zadatek Ducha w naszych sercach” (2 Kor 1,22). To nas nieustannie pobudza i sprawia, że przestajemy być paralitykami, możemy wstać i iść do domu, zabierając grat swego łoża. To sprawia, że nie wystarcza nam wspomnienie wydarzeń minionych, roztrząsanie w myśli dawnych spraw, jak mówi Izajasz: „Oto Ja dokonuję rzeczy nowej: pojawia się właśnie. Czyż jej nie poznajecie? Otworzę też drogę na pustyni, ścieżyny na pustkowiu”. 1 znowu „lud, który sobie utworzyłem będzie opowiadać moją chwałę”: „Chociażbym się tobie znudził, Jakubie, choćbyś Mi przykrość zadał twoimi grzechami i występkami, choćbyś Mnie zamęczał, Ja — właśnie Ja przekreślam twe przestępstwa i nie wspominam twych grzechów — mówi Pan” (Iz 43,24-25). Jakże to pokrywa się z Chrystusowym przebaczeniem na Kalwarii: Odpuść im! Odpuść im, bo naprawdę nie wiedzą, co czynią.
A więc – sursum corda i za Chrystusem spokojnie, jak Jego Matka, powtarzajmy dziejom, które idą, ojczyźnie naszej i światu: „W ręce Twoje, Ojcze…”
+ Stefan Kardynał Wyszyński, Prymas Polski
Warszawa, Środa Popielcowa 28 lutego 1979 r.