Róża Czacka urodziła się 150 lat temu, 22 października 1876 r. w Białej Cerkwi. Pochodziła ze znakomitej arystokratycznej rodziny z patriotycznymi tradycjami. Dość powiedzieć, że jej pradziad, Tadeusz Czacki w 1805 r. założył słynne Liceum Krzemienieckie. Duch „wołyńskich Aten” promieniował w czasach rozbiorów na całą byłą Rzeczpospolitą. Młoda hrabianka otrzymała zgodnie z obyczajem znakomite wykształcenie, znała kilka języków, salony stały przed nią otworem.
Niestety od dzieciństwa miała problemy ze wzrokiem, który się pogłębiły po upadku z konia. W 22 roku życia młoda arystokratka przeżywa dramat. Od doktora Gepnera słyszy: „Wzroku pani nie odzyska, gdyż jest bezpowrotnie stracony. Wszelkie dalsze starania i zabiegi już nic nie dadzą. Zamiast tego niech pani pomyśli raczej o zajęciu się losem 18 tysięcy niewidomych w Królestwie Polskim, o których do tej pory nikt się nie zatroszczył”. Co może myśleć sobie młoda kobieta ze wspaniałymi widokami na przyszłość słysząc taką diagnozę? Jak może zareagować?
Róża zamyka się na trzy dni w swoim pokoju i to wówczas podejmuje decyzję która zaprowadzi ją do ofiarowania swojego życia niewidomym. Po latach powie: „Tak jak doktor Gepner był moim wielkim dobroczyńcą, tak największym moim szczęściem jest to, że zostałam niewidomą. Cóż by ze mnie było, gdyby nie kalectwo? Jakie byłoby moje życie bez niego?”. Kolejna dekada w życiu Róży Czackiej to trudna nauka życia i funkcjonowania jako niewidoma, ale też cała seria podróży na zachód Europy. Odwiedza między innymi Belgię, Austrię, Szwajcarię i Niemcy. Stara się poznać najnowsze metody pracy z ludźmi niewidzącymi. Ostatecznie przyjmuje koncepcję francuskiego tyflologa Maurice’a de la Sizeranne’a, że człowiek niewidomy może i powinien być integralną częścią społeczeństwa. Tu , nie można ograniczać się tylko do wsparcia, przysłowiowej jałmużny, trzeba robić wszystko, żeby ci ludzie czuli się potrzebni i przydatni.
ŚLEPA BABA ZAKŁADA ZAKON
Zgodnie z tymi wzorami w 1908 r. powstaje Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi w Królestwie Polskim. Kiedy dziesięć miesięcy później umiera jej ojciec Róża postanawia przeznaczyć swój majątek po ojcu na pomoc niewidomym. W Warszawie powstaje pierwsze schronisko dla dziewcząt niewidomych, gdzie między innymi mogą się one uczyć wyplatania koszyków. Za tym idą kolejne inicjatywy, takie jak założenie biura przepisywania książek brajlowskich, powstanie Patronatu mającego na celu opiekę nad niewidomymi, uruchomienie przedszkola dla dzieci niewidomych i szkoły dla chłopców, gdzie uczono pisania brajlem w języku polskim. Wszystkie te inicjatywy były nowatorskie nie tylko jeśli idzie o ziemie polskie, ale całą Europę.
W 1915 r. Czacka wyjeżdża do brata na Wołyń, trwające działania światowej wojny uniemożliwiają jej powrót. Kolejne trzy, być może decydujące w jej życiu lata spędza w Żytomierzu. Przemianie duchowej towarzyszy praktyka ubóstwa. W listopadzie 1917 r. przywdziewa habit zakonny i przyjmuje imię zakonne Elżbiety od Ukrzyżowania Pana Jezusa. Po powrocie do Warszawy doprowadza do powstania Zgromadzenia SS. Franciszkanek Służebnic Krzyża. Osobisty upór i wsparcie kard. Aleksandra Kakowskiego nie było tu bez znaczenia. Wielokrotnie Róża słyszała zdania typu: „Zachciało się ślepej babie zakładać zakon”.
LASKI
W 1921 r. matka Czacka otrzymała od Antoniego Daszewskiego niewielki fragment ziemi, raczej nieużytków w Laskach pod Warszawą. Wkrótce zarząd Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi zdecydował o budowie w tym miejscu zakładu dla niewidomych. Zanim do tego doszło matka Czacka przeżywa kolejny osobisty dramat cierpienia. Na szczęście pomyślnie przechodzi operację usunięcia guza piersi. Nowotwór był wyjątkowo złośliwy.
W szpitalu poznaje Antoniego Marylskiego, jak się okaże na całe lata będzie to filar Lasek. Marylski przyszedł wtedy do siostry Czackiej podziękować za modlitwę w jego intencji o którą prosił siostrę x. Władysław Korniłowicz, duchowy z kolei filar Lasek. Tak to pierwsze spotkanie zapamiętał Marylski: „To, co mnie uderzyło i zniewoliło od razu, dlaczego potem, po paru miesiącach, zgłosiłem się do niej do pomocy, to było olśnienie faktem, że może być taka promienna radość w podwójnym cierpieniu ślepoty i fizycznego bólu”.
W lipcu 1922 r. Antoni Marylski zostaje wybrany przez zarząd Towarzystwa Opieki nad Ociemiałymi skarbnikiem. Jego zadaniem będzie budowa zakładu w Laskach. Trzy lata później siostra Róża na stałe przeprowadza się do Lasek. Wkrótce powstaje kaplica, a w kolejnych latach między innymi internat Dom Chłopców, czy drukarnia brajlowska. Laski zaczynają się rozwijać, biorą udział w Polskiej wystawie Krajowej w Poznaniu w 1929 r., ale cały czas brak jest stabilności finansowej, szczególnie, że na horyzoncie pojawia się Wielki Kryzys. Jak wspominała Zofia Morawska, oprócz dochodów ze sprzedaży wyrobów wytwarzanych w ich warsztatach trzeba było prowadzić kwesty. „Siostry, podkreślała Morawska,chodziły od mieszkania do mieszkania i pukały do drzwi, prosząc o datki. To były niewielkie kwoty, w wysokości około dwudziestu groszy, ale codziennie zbierały ofiary. […] Kwestarze nie byli mile widziani, opędzano się od nich jak od natrętów. Antoni Marylski zbierał w ten sposób na warszawskich Jelonkach cegłę i drzewo na budowę, a po kartofle wyjeżdżał aż w okolice Kutna”. Wielkim sukcesem matki Czackiej było ujednoliceni polskiego systemu pisania brajlem, co uzyskało w 1934 r. zatwierdzenie rządowe. Rok później w uznaniu zasług matka Czacka otrzymała Złoty Krzyż Zasługi.
A WIĘC WOJNA
Po niemieckim ataku na Polskę część mieszkańców Lasek została ewakuowana. Pięciodniowe walki jakie miały tam miejsce obróciły Laski w ruinę. Zakład został zniszczony w 75 procentach. Na to nałożył się ponowny osobisty dramat matki Czackiej, która podczas bombardowania Warszawy została ranna. Usunięto jej gałkę oczną, na żywo, bez narkozy w polowych warunkach. Kolejna cegiełka cierpienia. Niemcy rozwiązali Towarzystwo Opieki nad Ociemniałymi pozwalając jednocześnie na prowadzenie nauki podstawowej i zawodowej. W 1942 r. do Lasek trafia późniejszy prymas Stefan Wyszyński. Po raz pierwszy trafił tam w 1926 r. miał wówczas 25, Matka Róża – była dwa razy od niego starsza ale połączyła ich postać x. prof. Władysława Korniłowicza, który kształtował duchowość nowego zgromadzenia zakonnego oraz Zakładu dla Niewidomych w Laskach. Młody x. Wyszyński znał go jeszcze z czasów studiów na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Duchowny był jego kierownikiem duchowym. Latem 1942 r., kiedy x. Wyszyński przebywał w Kozłówce na Lubelszczyźnie, został poproszony o przyjazd do Lasek i wygłoszenie rekolekcji. Po rekolekcjach okazało się, że x. Jan Zieja, który zastępował x. Korniłowicza, został zdekonspirowany. Poproszono więc x. Wyszyńskiego, żeby został w Laskach.
Jeszcze przed powstaniem matka Czacka zdecydowała, że na terenie zakładu powstanie szpital dla rannych. Księdzu Wyszyńskiemu, który wyrażał obawy mówiła: „Cała Polska walczy. My nie możemy stać z boku, musimy się zaangażować”. Dla x. Wyszyńskiego, który później w tym szpitalu niósł pociechę duchową, ale też pomagał przy operacjach to było ogromne doświadczenie i przeżycie, które odcisnęło się na całym jego życiu. Po latach tak wspominał działalność matki Czackiej: „był to moment, który odsłonił nam nowe oblicze Matki Róży Czackiej. Pamiętam wieczór, gdy jako kapelan rejonowy AK poświęcałem tutaj szpitalik powstańczy. […] Patrzyłem wtedy na Matkę i myślałem sobie, skąd w tej kobiecie, zajętej przecież swoim Dziełem, taka odwaga, żeby wystawić Dzieło na wszelkie niebezpieczeństwo, związane z czynnym zaangażowaniem się w Powstanie? […] Matka była jednak zdecydowana. Uważała, że trzeba okazać postawę mężną, bo tego wymaga w tej chwili cały świat. Taką mi dała odpowiedź, gdy projektowałem, abyśmy zajęli się tylko rannymi z frontu. Odsłonił mi się wtedy zupełnie nowy obraz człowieka, który dotychczas oddany był tylko modlitwie i służbie ociemniałym. I taką postać, taką osobowość widzę do tej pory. Było w niej coś z Traugutta”.
PO WOJNIE
Powojenne losy Zakładu zmagającego się z podniesienia z ruin, ale też tego żeby nie ulec komunistów, splotły się z postępującą chorobą matki Czackiej, która w 1948 r. przeszła pierwszy wylew. W następnym roku zrezygnowała z funkcji generalnej przełożonej. W kolejnych latach życia matka Czacka zmagała się z chorobą i cierpieniem.
W przemówieniu po Mszy Świętej w intencji chorej matki Czackiej podczas jej śmiertelnej choroby mówił: „Nasza matka jest jak dąb, który wrósł w ziemię swoim dziełem, pracą, modlitwa, ogromnym trudem, niesłychanym poświęceniem, olbrzymią ofiarą. Ten dąb głęboko zapuścił korzenie w glebę tej ziemi i w glebę naszych dusz”. Zaś w dniu jej pogrzebu 19 maja 1961 r. przypomniał, że: „testamentem matki było jej życie. Miała ona dwoje rąk, nie miała widzących oczu, miała serce jedno. Tym jednym sercem i dwojgiem rąk wiązała Dzieło i Zgromadzenie […]. Dzieło rozwijać się będzie nadal z pomocą serca i przez serce”
Piotr Dmitrowicz (Mt 5,14)